Mój akumulator.

Tamten dzień pamiętam bardzo dobrze jeszcze dzisiaj i wydaje mi się, że zapamiętam go do końca życia! A było to tak… Dwa tygodnie przed pamiętnym piątkiem wysłałam swoje curriculum vitae i list motywacyjny do jednej z firm noszących się z zamiarem zatrudnienia przedstawiciela handlowego. Powiecie, że przedstawiciel handlowy to zawód, który łatwo zdobyć? To zależy. Jeśli chce się sprzedawać nożyczki, krzyżówki albo talerze do zupy to jak najbardziej, pracodawcy wręcz muszą oszukiwać przyszłych pracowników, by w ogóle ci zechcieli przyjść na spotkanie nie mówiąc już o tym, by podpisali umowę o dzieło. Sama zresztą, chociaż jestem impregnowana dość mocno na tego typu praktyki dwukrotnie zostałam zwiedziona i przyszłam na takie spotkania. Wiałam, gdzie pieprz rośnie. Rzecz jasna nie mogłam od tak wyjść z sali w połowie wykładu człowieka, ale kiedy słyszałam te jego opowiadania o dyspozycyjności, odporności na stres, możliwości awansu i tak dalej to zastanawiałam się, co to będzie: żelazka czy może wyśmienite perfumy nikomu nie znanej firmy…

A ja wymarzyłam sobie pracę w pewnej firmie, w której, gdybym pracowała, spełniłoby się moje marzenie. Z dumą mogłabym mówić, że to właśnie tam pracuję i stanowisko przedstawiciela handlowego piastować z rozkoszą i chlubą. Kiedy zaprosili mnie na rozmowę kwalifikacyjną nie moglam uwierzyć. Przygotowywałam się długo, jak uczeń do ważnego testu, ba, jak do matury! Rano wsiadłam do samochodu, odpalam…. jasny gwint, nie działa akumulator! Panika! Nie mogę się spóźnić na taką rozmowę! Proszę, nie teraz!…

Człowiek w takich momentach działa naprawdę, rzekłabym, dziwacznie. Już chciałam pchać auto do warsztatu… no dobrze, holować ;), jak sobie uświadomiłam, że przecież istnieją taksówki. Wiecie co? Zdążyłam na to spotkanie. Mało tego. Dostałam tę pracę! Nie powiem Wam, jaka jest nazwa tej firmy, wystarczy byście wiedzieli, że jest jedną z największych w Polsce i na świecie w ogóle a w swojej ofercie ma między innymi przyciski, kondensatory elektrolityczne. Wiecie, jaka to frajda być przedstawicielką handlową w firmie, która rozprowadza wentylatory? ;) Klienci już na samą nazwę firmy reagują przychylnie, a gdy na umówione spotkanie przychodzi kobieta oni, z reguły mężczyźni (w końcu branża elektroniczna) od razu się uśmiechają i atmosfera staje się przyjemna.

Leave a Reply