Są różni ludzie. Ja akurat jestem osobą, która nie lubi angażować się we wszelkiego rodzaju kursy, nie lubi stawiać się gdzieś na umówioną godzinę, tak mam po prostu i koniec i kropka. Oczywiście patrząc na mój charakter łatwo sobie wyobrazić, że chodzenie do szkoły to była dla mnie katorga. Najbardziej lubiłam przerwy i WF. No ale ten typ tak ma.
Któregoś dnia kumpela mi zrobiła naprawdę niezły prezent, a właściwie powinnam powiedzieć: numer na urodziny. Dała mi karnet na kursy tańca Kraków. Na pewno jesteście w stanie sobie wyobrazić, że przyjmowałam z udawanym zachwytem a miałam ochotę ją udusić gołymi rękami… Nie, nie, żartuję, dziewczyna mnie po prostu nie zna więc stwierdziła, że taki prezent mnie ucieszy. Cóż, nie ucieszył, ale co było robić, wiedziałam, że później się będzie mnie pytała jak było na tańcach, a poza tym starała się, wydała pieniądze, specjalnie tam jechała, dowiedziała się wszystkiego… No i nie mogłam jej zrobić takiej przykrości żeby zwyczajnie nie iść!
Dobra, wzięłam się w sobie i stawiłam na pierwszą lekcję. Bez większego entuzjazmu za to z własnym ręcznikiem i strojem na zmianę. Stwierdziłam, że jakoś te siedem spotkań przeboleję, dwa razy w tygodniu wyrwę się, niech już będzie… Muszę stwierdzić jednak, że ta szkoła tańca Kraków od tak zwanego progu wywarła na mnie dobre wrażenie. Naprawdę. Jej mury jakoś tak zachęcały by zajrzeć do środka, a w środku uśmiechnięci ludzie, zapach kawy z kawiarenki, zdjęcia… Ale moja natura karciła mnie: nie daj się omamić! Nie daj się w to wciągnąć!
Gdy poszłam na pierwsze zajęcia zobaczyłam go. Piotr. Niewysoki brunet o głęboko zielonych oczach. Od razu poczułam chemię w powietrzu, wiedziałam… I nie wiem, nie wiem jak to się stało, ale to właśnie nas złączono w parę gdy przyszedł czas na taniec towarzyski Kraków! Zauważyłam, że i on nie pozostał obojętny…
Dziś jesteśmy parą. Tak naprawdę wszystko dzięki Paulinie. I wiecie co? Nadal chodzę na zajęcia. Chociaż minął rok! ![]()
